Niezbędniki kosmetyczne hipochondryka
Między dbaniem o siebie a bezpieczeństwem

Zdrowa skóra
Jako miłośniczka kosmetyków nie jest wielkim zaskoczeniem, że już dwukrotnie cierpiałam na okołoustne zapalenie skóry – klasyczny przypadek nadmiernej pielęgnacji, który może wynikać z testowania wielu nowych produktów. Zazwyczaj obowiązuje wtedy surowa zasada: „dieta zerowa” – czyli rezygnacja z pielęgnacji skóry i makijażu przez 6 tygodni. Jednak, nieco buntowniczo, używałam po prostu kremu do twarzy Dr. Barbary Sturm i nic więcej. I WOW, rzeczywiście pomógł on opanować zapalenie skórne wokół ust. Moje przypuszczenie? Zawarta w nim silnie regenerująca portulaka oraz cenne przeciwutleniacze zapewniają skórze kompleksową ochronę przed starzeniem się komórek i wzmacniają wrażliwą błonę komórkową przed atakiem wolnych rodników, zwiększając aktywność enzymu telomerazy, zwanego „fontanną młodości”. Nie potrafię inaczej wyjaśnić tego wyleczenia. Od tamtej pory z entuzjazmem polecam tę formułę wszystkim.
Proszę o pobranie krwi…
Są dwa rodzaje ludzi: ci, którzy ze strachu nigdy nie idą do lekarza – nawet jeśli sytuacja wydaje się poważna. I ci, którzy wolą pójść do lekarza jeszcze raz, żeby wszystko sprawdzić. Należę do tej drugiej grupy. Dlaczego tak postępuję? Bo uspokaja mnie świadomość: „Nic się nie dzieje. Jesteś zdrowy”. Oprócz klasycznych badań profilaktycznych (które wykonuję częściej niż zwykle!), co roku w moim kalendarzu wizyt u lekarza znajduje się co najmniej jedno pełne badanie krwi. W końcu chcę wiedzieć: czy brakuje mi składników odżywczych lub witamin? Czy mój organizm ma wszystko, czego potrzebuje? Wynik jest prawie zawsze taki sam: poziom magnezu i witaminy D znajduje się na dolnej granicy normy.
Witamina D to znacznie więcej niż tylko „witamina dla kości”. Przyczynia się ona między innymi do utrzymania prawidłowego stanu kości i zębów, prawidłowego funkcjonowania mięśni oraz prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego. W przeciwieństwie do większości witamin organizm sam wytwarza większość – około 80 do 90 procent – pod wpływem światła słonecznego. Niemniej jednak, według szeroko zakrojonych badań, takich jak badanie dotyczące zdrowia dorosłych w Niemczech, ponad 60 procent populacji nie ma wystarczającego zaopatrzenia w witaminę D. Nic więc dziwnego, że dla wielu osób sensowne może być jej suplementowanie.
Obecnie uważam, że spraye są wygodniejsze w stosowaniu niż kapsułki. Wegański spray do bezpośredniego stosowania marki foondiert dostarcza już po jednym psiknięciu 25 μg (1 000 IU) roślinnej witaminy D3 – czyli dzienne zapotrzebowanie zalecane przez Niemieckie Stowarzyszenie Żywieniowe (DGE). Dzięki opakowaniu z ochronnego fioletowego szkła MIRON® jakość wrażliwego na światło składnika pozostaje optymalna.
Rytuał przed snem
Na szczęście nie cierpię na zaburzenia snu – mimo to wiem, jak cenna może być relaksująca wieczorna rutyna. Oprócz herbaty na sen, mojej pielęgnacji skóry i audiobooka z serii o Harrym Potterze, od ponad roku nieodłącznym elementem tej rutyny jest również spray do poduszki Deep Sleep z olejkami eterycznymi z lawendy, wetiwerii i rumianku: dwa do trzech psiknięć na poduszkę i kołdrę tworzą dla mnie małą bezpieczną przestrzeń przed zaśnięciem. A to, nawiasem mówiąc, nie jest przypadkiem ani czysto psychologicznym efektem: powtarzające się wieczorne rytuały są kojarzone przez mózg z porą snu, sprzyjają wydzielaniu melatoniny i aktywują układ przywspółczulny – to najlepsze warunki, by zrelaksować się i odpocząć. Gorąco polecam, zużyłam już piątą buteleczkę.
Stworzony dla mnie: spray apteczny
Niedawno w biurze Niche Beauty: stoję w naszej kuchni i otwieram szufladę na sztućce – oczywiście nie ręką, tylko ściereczką kuchenną. Dotykać publicznych klamek lub uchwytów bez natychmiastowego umycia rąk? Dla mnie to nie do pomyślenia. A do tego jeszcze kurier: od czasu do czasu mam podpisać się palcem na jego małym wyświetlaczu do podpisów. Uff, za każdym razem wymaga to ode mnie sporego wysiłku. Podczas gdy inni po prostu kładą na nim palec, ja mam wrażenie, że krążą tam radośnie Escherichia coli, Staphylococcus aureus, norowirusy i rinowirusy. Te bestie.
Właśnie dlatego spray apteczny Saint Charles towarzyszy mi wszędzie. Kilka psiknięć – i moje sumienie jest znacznie spokojniejsze. A co najlepsze: dzięki ponad 70% zawartości ekologicznego alkoholu i ekologicznych olejków eterycznych preparat ten pachnie przyjemną świeżością, a nie jak szpital. Lubię to nazywać: higiena na wyższym poziomie.
Obowiązkowy program
Co najbardziej wywołuje u mnie hipochondrię? Rak skóry. Oczywiście regularnie chodzę na badania przesiewowe w kierunku raka skóry, bacznie obserwuję każdy nowy pieprzyk i zapobiegawczo usunęłam już kilka znamion. Nadmierna ostrożność? Być może. Po prostu czuję się dzięki temu lepiej. Pozytywny efekt uboczny: codzienne stosowanie ochrony przeciwsłonecznej uważa się za najskuteczniejszy środek przeciwko starzeniu się skóry spowodowanemu promieniowaniem słonecznym oraz plamom pigmentacyjnym – a obu tych zjawisk mogę się pozbyć równie skutecznie, jak zmarszczek.
Nawiasem mówiąc, nauka również potwierdza, że ta rutyna się opłaca: w australijskim badaniu Nambour, w którym wzięło udział ponad 900 osób, osoby stosujące codziennie filtry przeciwsłoneczne o szerokim spektrum po 4,5 roku wykazywały o 24 procent mniej oznak starzenia się skóry spowodowanego promieniowaniem słonecznym niż grupa porównawcza.
Dlatego dla mnie stosowanie filtra SPF każdego ranka jest czymś oczywistym – niezależnie od pogody. W końcu w Hamburgu rano może być zapowiadany deszcz, a w południe może świecić słońce. Serum rozświetlające COOLA Dew Good Illuminating Serum SPF 30 łączy niezawodną ochronę przed promieniowaniem UV z zaletami serum nawilżającego: aloes i probiotyki pielęgnują skórę, a jedwabista konsystencja szybko się wchłania, zapewnia delikatny efekt wygładzający i idealnie nadaje się jako baza pod makijaż. Pamiętajcie: czasami troska o siebie przejawia się w czymś zupełnie nieefektownym – w pamiętaniu o nałożeniu kremu z filtrem przeciwsłonecznym. Mój tata wie o tym coś z własnego doświadczenia.






